W ten poniedziałek cofamy się do zamierzchłej przeszłości, dokładniej do czasów cudu narodzin mojego drugiego customa w życiu - Remizy. Z jej pomocą spróbujemy też rozstrzygnąć, czy pastele suche w malowaniu to nasi sprzymierzeńcy, czy zbrodniarze...
Z wycofanego roczniaka pinto z 2012 roku przeobraziła się w przebojową, kasztanowatą damę z dużą ilością odmian, w tym nietypową ,,ramką" na głowie. Z połączenia tego skojarzenia ze strażakami (chyba mam dość dziwne skojarzenia) powstała Remiza.Sam model nie jest zbyt proporcjonalny i jakoś nigdy nie przemawiało do mnie jego umaszczenie, trochę ponure i pozbawione życia, dlatego poszedł zaraz na drugi ogień. Potrzebowałam też odpoczynku przy czymś mniejszym, pierwszy był kolosem z Collecty. Za to ma ładnie wyrzeźbione kopytka. Przed malowaniem był zdecydowanie w średnim stanie.
Widoczna jest wyraźna różnica w stylu malowania między Remizą a resztą moich customów na blogu (zajrzyj tutaj), a to dlatego, że swego czasu stosowałam jeszcze następującą kolejność podchwyconą na kanale TMR, jednego z moich autorytetów: nakładałam podkład, na niego bazowy kolor w postaci farby akrylowej, dopiero na nią nanosiłam pastelami jaśniejsze i ciemniejsze cienie, a na końcu zajmowałam się kopytami oraz oczami. Na początku ta metoda wydawała się łatwiejsza niż malowanie bazowej maści za pomocą samych pasteli, jednak z czasem stawiała mi coraz więcej ograniczeń. Przede wszystkim mnóstwo czasu i wysiłku kosztuje uzyskanie odpowiedniej mieszanki farb, a efekt jest mniej zadowalający i naturalny. Pastele suche za to sprawdzają się w tej roli znakomicie.... Co nie oznacza, że nie przysparzają mi innych problemów. W roli świadka występuje oczywiście Remiza. Jest cieniowanie jest dobrze zaznaczone. Powiedziałabym, że wręcz bardzo, za bardzo. Bo z pastelami jest tak, że raz na wozie, raz pod wozem - raz jedna warstwa wystarczy dla uzyskania głębokiego koloru, kiedy indziej (częściej) po werniksowaniu zostaje tylko wspomnienie ich barwy, innym razem podczas nanoszenia wyglądają blado, nierealistycznie i dopiero werniks odkrywa ich prawdziwe oblicze, przez co artysta może na początku mieć mętlik w głowie i zmieszać nieodpowiednie odcienie. Czasem pojawia się nieco uciążliwa ziarnistość, zdarzyło mi się też bodajże dwukrotnie, że prawdopodobnie pod wpływem tarcia ,,zlały" się w ciemną, brzydką masę, niczym czerniak na skórze. Takie powikłania powstają rzadko, ale jednak... lubię pastele.
Z drugiej strony są bowiem najłatwiejszą drogą do osiągnięcia najlepszych efektów, zwłaszcza jeżeli chodzi o płynne przejścia i różne jabłkowitości nie mają sobie równych. Z ich pomocą możemy uzyskać uzyskać praktycznie każdą maść oraz realistyczne odmiany, osobiście zakochałam się w stylu malowania, jaki gwarantują pastele suche. W dodatku w kwestii skutków ubocznych w porównaniu z resztą akcesoriów do malowania to prawie aniołki. Na chwilę obecną nie istnieje też żaden lepszy zamiennik. Ja stosuję pastele suche marki Koh-i-noor i jestem bardzo zadowolona, stanowczo za to odradzam Creadu. Okropnie słabo przyczepiają się do modelu.
W innym świetle cienie są trochę łagodniejsze, jest to praktycznie jedyna mocna wada customu. Na wszystkich czterech kończynach klaczki znajdują się odmiany powyżej stawów nadgarstkowych i prawie że sięgające kolanowych. Osobiście cenię sobie całkowity brak prześwitów, tylko gładka biel. Grzywę i ogon mogłam w jakiś sposób wyróżnić na tle reszty ciała, ale wtenczas na to nie wpadłam. Nie posiada też kasztanów z analogicznych powodów :PTen rodzaj odmiany na głowie naprawdę istnieje, choć nie znam jej nazwy. Wiem za to, że jestem dumna ze swojej wersji na tej kasztance - wszystkie krawędzie dobrze się zgrywają, także przy grzywce. Całkiem nieźle prezentuje się też przejście pomiędzy szarą i różową skórą na pysku. Oczy i chrapy są jako takie, były to moje pierwsze ,,rybki".
Tradycyjnie wszystkie napisy z brzucha zostały usunięte, a obszar wokół wymion imituje szarą skórę. Wszystkie kopyta są jasne, a gdy się bliżej przyjrzeć, na poprzednich zdjęciach zauważycie ciemniejszą obwódkę pod koronką. To też ślad inspiracji od TMR, myślę, że cenny szczegół.
Ostatecznie uważam Remizę za bardzo ładny custom, biorąc pod uwagę na jakim byłam poziomie, kiedy ją malowałam. Przez dłuższy czas była zarezerwowana dla pewnej osoby, jednak aktualnie wciąż jest na sprzedaż.
Dajcie znać, jakie są wasze odczucia co do dzisiejszych gości oraz czy wypełniliście już zadanie z kalendarza! Zapraszam Was również serdecznie na Facebooka oraz Instagrama, gdzie wciąż zagląda niewiele osób, a pojawiają się dodatkowe atrakcje + Możecie się zdziwić, kiedy ponownie klikniecie link w zakładce ,,Customy" do przykładowych prac...
Poczytaj też:


















